Wiedźmin – tragedii nie ma
Nie potrafiłem się powstrzymać i tuż po premierze obejrzałem co nieco netfixowgo Wiedźmina. Na początek skonsumowałem trzy odcinki, w końcu używki należy sobie rozsądnie dawkować. Producenci Netfixa mieli podwójnie trudne zadanie: by sprostać oczekiwaniom fanów musieli zmagać się jednocześnie z oryginałem literackim jak i jego niezwykle popularną adaptacją w postaci gry Wiedźmin III Dziki Gon.
Niełatwa sprawa zważywszy, że filmowe adaptacje literatury zazwyczaj bywają albo piękne albo wierne (że lekko sparafrazuję Voltaire'a). W tym galimatiasie scenarzyści spróbowali odnaleźć złoty środek, co udało się raczej średnio. W pierwszych dwóch odcinkach stanowiących dość wierne odbicie



















