OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cywilizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cywilizacja. Pokaż wszystkie posty

Imię od firmy jak „Amen” w pacierzu.

To jest pewne jak „Amen” w pacierzu


Co do imion: tak, to jest sprawa cywilizacji. Chodzi o to, czy imię “Andrzej” to MOJE imię – i wtedy równie dobrze mogłoby brzmieć “Aftochasz”, nie budząc niczyjego zdziwienia – czy też jest to wskazówka, że rodzice myśleli wtedy o św.Andrzeju? Lub o kimś, kogo rodzice myśleli o św.Andrzeju.
I tu nie chodzi o to, czy wierzy się w Boga, czy jest się katolikiem. Choinkę stawiamy niezależnie od tego, czy wierzymy w Boga i św.Mikołaja:
https://www.waligorski.art.pl/liryka.php?litera=r&nazwa=198

Chodzi o kulturę. Cywilizacje padają, gdy przestają wyznawać wartości leżące u jej fundamentów. Rzym padł, bo Rzymianie zaczęli śmiać się z Jowisza i Wenery. Większość oświeconych ludzi nie wierzy w Boga, ale mają OBOWIĄZEK UDAWAĆ, że wierzą.

Czego nas uczą sprytni Chińczycy?

Pomiędzy kulturami różnych stron świata występuje wiele podobieństw, ale jest też nieskończona ilość różnic. Wiele mądrości, które znamy z naszych polskich przysłów, opowiadań czy mądrości można odnaleźć w kulturze różnych rejonów Chin.
Ale jest też całe mnóstwo różnic, które mogą ubogacić nasz sposób patrzenia na świat i jest wile elementów, których możemy się na przykład od Chińczyków nauczyć.

O wybranych elementach, mottach i koncepcjach chińskich myślicieli i praktyków opowiada Piotr Plebaniak, aktor m.in. takiego bestseleru jak „36 forteli. Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania” albo „Drogi wędrownych doradców”.
Zapraszam do obejrzenia i wysłuchania tych bardzo ciekawych historii, mądrości i opowiadań.

Zwierzę terytorialne

Nigdy wcześniej lato nie nauczyło mnie tak wielu rzeczy. Nigdy wcześniej nie było tak długie – od frenetycznego, gorączkowo kipiącego życiem niemal przez całą długość doby czerwca, przez rozjeżdżony po szosach wschodniej Polski lipiec, po rozprażony sierpień i pochylający się ku jesieni początek września z jego pajęczynami w powietrzu, gasnącą złamaną zielenią i chłodnymi nocami. W te noce, rozchodzone na bosaka po zimnych posadzkach, wczesnojesienne przeziębienie podkrada się i łapie za gardło, pozostawiając rankiem przykrą goryczkę niejasnego wspomnienia, że oto kończy się czas wielkiego bumelanctwa – snu w granicach powszechnie przyjętych za normę potrzebną do funkcjonowania; pisania tego, co się chce i jak się chce; budzenia się i zasypiania w którymś z zakoli Bugu, nad Piną i Prypecią albo w cieniu Hor Łapickich. A więc to się kończy, można by powiedzieć – typowe pożegnanie lata, jak na okładce tego tuż-przedwojennego magazynu, gdzie dorodna, opalona kobieta na tle morza macha czapką, uśmiechając się szeroko, z typowo polską nutką melancholii związaną z wrześniem.

Wojna religijna i rasowa, ostatnie ostrzeżenie

Francja znajduje się w stanie wojny. I to nie od wczoraj. Już w listopadzie 2015 r., po krwawych zamachach terrorystycznych dokonanych przez komando islamistów w Paryżu, ówczesny prezydent François Hollande powiedział:
Francja jest w stanie wojny.
Powiedział, ale nie zrobił nic.
Rok później, w lipcu 2016 r. dwóch młodych muzułmanów zamordowało 86-letniego księdza Hamela przy ołtarzu kościoła w Saint Étienne du Rouvray, podczas odprawiania mszy.

Po krótkiej fali oburzenia wszystko wróciło do starego porządku. Nicnierobienie trwa do dzisiaj. Tragiczną konstatacją tego faktu jest niedawne zabójstwo czterech funkcjonariuszy prefektury policji w Paryżu przez nawróconego na islam, który pracował w… dyrekcji antyterrorystycznej policji, zajmując się „islamskimi radykałami”.

Komu służą nasi władcy?

Casus Jeffreya Epsteina, naczelnego sutenera globalistycznych elit odsłonił kolejne elementy ich modus vivendi. Ten agent Mossadu specjalizował się w handlu i stręczycielstwie młodych dziewczynek w wieku od 13 do 18 lat. Skupował je od gojów w Stanach i Europie. W swych licznych posiadłościach oraz na pokładzie prywatnego samolotu-burdelu, zwanego Lolita Express, utrzymywał znaczne ich stadka. Na przestrzeni lat dziewczynki wyrastały i opuszczały hodowlę Epsteina, a wraz z tym pikantne szczegóły działalności tego „finansisty – miliardera”. Materiał dowodowy gromadził się też w formie nagrań i zdjęć służb specjalnych różnych krajów. Do publicznej wiadomości dochodziły informacje o najmożniejszych tego świata i ich preferencjach obyczajowych. Dostępne są w Internecie zdjęcia Clintona w damskim stroju czy księcia Andrew w otoczeniu ponętnych dziewczynek. Również prezydent Donald Trump zawdzięcza swą obecną małżonkę Epsteinowi, który mu ją zaoferował.

Czym się różnią współcześni niewolnicy od starożytnych?

Marek Porcjusz Cato siedział sobie wygodnie w swej willi w Tusculum pod Rzymem i popijając wino, pisał po łacinie swoje słynne „Præcepta ad filium” – zawierające tak mądre i do dziś aktualne zdania jak: „Złodzieje dobra prywatnego żywot spędzają w kajdanach, złodzieje dobra publicznego – w złocie i purpurze”. W tym samym czasie czterdziestu niewolników tłoczyło w jego plantacji oliwę. Uprzednio posadzili oliwki, pielęgnowali je – a potem pochodzącą z nich oliwę sprzedawali. Z tych pieniędzy utrzymywany był Katon Starszy z rodziną, a także ci niewolnicy z rodzinami – niewolnicy, rzecz jasna, na znacznie niższym poziomie.

Na czym polegała jednak istota ustroju niewolniczego? Na tym, że ci niewolnicy musieli, chcąc nie chcąc, utrzymywać Katona z rodziną.

Jeśli dziś pod budką z piwem stoi jakiś obszczymurek, a czterdziestu ludzi musi w podatkach składać się na zasiłek dla niego – to jest oczywiste, że mamy do czynienia z systemem niewolniczym, bo ci ludzie muszą go utrzymywać.

„Go Topless Day” czyli Pean dla mojej Kobiety

Feminazistki północnoamerykańskie 25 sierpnia będą obchodzić kolejny „Go Topless Day”, czyli Dzień Obnażania Piersi. Jako zatwardziały „męski szowinista” (według nich), w dodatku „obrzydliwie” Biały i heteroseksualny od urodzenia, mogę jedynie przyklasnąć tej jakże cennej, a z pewnością jedynej społecznie przydatnej inicjatywie feminazistek – bo przecież trudno o bardziej radosny dla oczu normalnych mężczyzn od widoku setek nierzadko pięknych piersi, potańcujących i paradujących im na żywo przed oczami, prawda?

Amerykańskie i kanadyjskie mutantki umysłowe spod znaku pseudo-feministycznego odłamu „Go Topless Day” od kilku lat wrzeszczą napastliwie, że „uwolnienie piersi” (obnażanie się) ma być równoznaczne z „uwolnieniem umysłu” (chyba „uwolnieniem” od zdrowego rozsądku?).

Horyzont ciemnieje

Od wielu już lat w kręgach naukowców mówi się, że ludzkość – a przynajmniej Cywilizacja Białego Człowieka – się rozleniwiła. Mamy wszystkiego za dużo. Praktycznie nikt już nie umiera z głodu, mamy nadwyżki wszystkiego, roboty i komputery pracują za nas – a ponadto panuje d***kracja.

D***kracja powoduje, ze panuje względna równość. Nie mamy w Polsce 2000 multimiliarderów, którzy mieliby wspaniałe pomysły: a to wysłać Polaka na Marsa, a to zrobić siec podziemnych kolei po cięciwach, skutecznie konkurujących z samolotami na krótszych dystansach.
Albo wystawienie opery z tysiącem śpiewaczek.
Każdy taki pomysł kosztowałby miliardy – i zapewniał zatrudnienie masie osób.

Internet to iluzja sprawczości

„Wielkie Spowolnienie” jest niezbędne, by uniknąć zmarnowania dorobku cywilizacyjnego. Tempo zmian technologicznych musi zostać zmniejszone, tak by podstawowym procesom społecznym udało się przywrócić sterowność w ramach demokracji.

Stefan Sękowski:
— Czytając to, co pan pisał i mówił o Wielkim Spowolnieniu, doszedłem do wniosku, że hymnem tego postulatu mogłaby być piosenka Anny Marii Jopek „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam”. O to panu chodzi?

Prof. Andrzej Zybertowicz:
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2