OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pseudopolitycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pseudopolitycy. Pokaż wszystkie posty

„Szczerze” u Tuska jak zwykle znaczy kłamstwa

Donald Tusk grasuje po Polsce promując swoje najnowsze wypociny, które reklamuje jako swój osobisty dziennik jakoby spisywany na bieżąco w czasie, kiedy był przewodniczącym Rady Europejskiej. Jak już wiemy, w jego „dzienniku” aż roi się od opisów wydarzeń przesuniętych nawet o lata w czasie. Co tylko dobitnie świadczy o tym, że cały ten jego „dziennik” – wydany pod tytułem „Szczerze” (sic!) – to tylko kolejne kłamstwa Tuska i wiemy, że z pewnością został napisany długo po czasie i po wydarzeniach w nim opisywanych.
Po co Tusek miałby to zrobić?
To chyba oczywiste – komentując po latach wydarzenia i wydając je jako niby „dziennik”

Historia i skutki walki o praworządność, totalniackie towarzystwo, chaos chaotyczny, czy kontrolowany?

Historia i skutki walki o praworządność


        Walka o praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju rozpoczęła się w trzy tygodnie po gospodarskiej wizycie Naszej Złotej Pani w Warszawie. Po nieudanym ciamajdanie w grudniu 2016 roku, Nasza Złota Pani zapowiedziała tę wizytę na 7 lutego – i tak się stało. Tedy już na początku marca 2017 roku wszystkie organizacje broniące na świecie praw człowieka zaapelowały do Komisji Europejskiej, by zrobiła z Polską porządek, ponieważ poziom ochrony praw człowieka w naszym bantustanie urąga wszelkim standardom.

Biedni dziennikarze

Mniej więcej wiadomo już, kto z nowych posłów i senatorów potrafi wypowiedzieć się poprawnie po polsku, a przy tym jasno, sugestywnie oraz na temat, a kogo stać jedynie na dukane bez ładu i składu banały.

        Słuchając pierwszych wypowiedzi nowych parlamentarzystów, zwłaszcza z Koalicji Obywatelskiej i z Lewicy, szczerze współczuję dziennikarzom, którzy przeprowadzają z nimi wywiady, podczas których muszą zachować powagę oraz szacunek dla rozmówcy.

        Nie chcę nikogo wymieniać z nazwiska, ale mniej więcej wiadomo już, kto z nowych posłów i senatorów potrafi wypowiedzieć się poprawnie po polsku, a przy tym jasno, sugestywnie oraz na temat, a kogo stać jedynie na dukane bez ładu i składu banały. Obowiązkiem dziennikarza jest jednak cierpliwie i grzecznie wysłuchać każdego nie wykazując najmniejszych oznak zdumienia, nawet jeżeli interlokutor plecie przysłowiowe duby smalone.

O rzeczach, które dzieją się w ukryciu, w poszukiwaniu moralnego sprawcy i triumf ducha „Jeszcze Polska nie skinęła póki myszy jemy”

Triumf ducha


Sądziłem, że ostatni występ Olgi Tokarczuk, czyli owo, nie skomentowane w mediach w zasadzie, przesłanie do senatu mnóstwa dobrej, czy też jasnej energii, wyczerpał możliwości kompromitacyjne autorów przeciwnych wynikowi ostatnich wyborów. Myliłem się. To jest dopiero środek skali, będzie gorzej. Żeby podkreślić trafność tej metafory – ze skalą i środkiem – przypomnę pewien film o Indianach. Nazywał się on chyba „Jeździec gwiazdy porannej” i opowiadał o brygadierze Custerze, który dał się wciągnąć w zasadzkę zastawioną przez Indian nad strumieniem Małego Wielkiego Rogu. W filmie tym jest scena, kiedy to Custer, w wyniku złego rozpoznania, uderzył na wioskę Indian, sądząc, że obszedł ją od tyłu i wziął czerwonoskórych w kleszcze. Okazało się jednak, że to co biedny George brał za koniec wioski, było dopiero jej środkiem, albowiem latem roku 1876 nad strumieniem Małego Wielkiego Rogu zgromadziło się naprawdę bardzo wielu Indian. Jaki był koniec tej historii, wszyscy wiemy. My zaś dziś jesteśmy w sytuacji podobnej, wydaje nam się, że obchodzimy to zbiorowisko pomylonych kanciarzy, graczy w trzy karty, popaprańców łgających w żywe oczy, od tyłu i to co widzimy to koniec ich wioski.

Kwiat ciemnej nocy. Portki w dół? Sakiewicz najzabawniejszym Polakiem? Nieubłagany palec wskazuje wroga: faszysty i ruskie onuce.

Kwiat ciemnej nocy


        Co tu dużo gadać; krytyka pod adresem sędziów jest w znacznej mierze uzasadniona. Tę intuicję w całej rozciągłości potwierdziły raporty sejmowych komisji badających aferę Amber Gold i aferę reprywatyzacyjną w Warszawie. Jak pamiętamy, komisje stwierdziły, ze organy państwowe – przede wszystkim sądy – nie działały prawidłowo. To akurat wiadome było od samego początku,

Felieton c(z)uchnący, syntetyczny kawior, Kościół Łagiewnicki, czas kanapowego katolicyzmu…

Czas kanapowego katolicyzmu…


Często zadaje sobie pytanie: kiedy realnie skończy się dwudziesty wiek. Stulecie, które przyniosło ludziom tak wiele cierpienia i obnażyło najgorszą naturę wielkich ideologii: komunizmu i nazizmu?

Obserwując wydarzenia w nauce, sztuce i polityce utwierdzam się jedynie w przekonaniu, że tamten wiek ciągle jeszcze trwa. Gdyby jednak zejść na moment z globalnego diapazonu zauważymy, że w Polsce pojawiły się symptomy wykluwania się nowego stulecia. Nie są one jednak ani budujące, ani też napawające optymizmem.

Logika czy intuicja?

Szanowni Państwo!

        Czym lepiej w życiu kierować się – logiką czy intuicją? Jedna i druga może być zawodna – logika wtedy, gdy nie uwzględnimy jakiegoś istotnego czynnika przy podejmowaniu decyzji, a intuicja właściwie zawsze może zawodzić, bo ona za nic nie odpowiada i o nic jej winić nie można.

        Ale czy zdarza się Wam mieć nieodparte wrażenie co do prawdomówności, lub jej braku wobec osoby właśnie poznanej? Pierwsze przemówienie Tadeusza Mazowieckiego kiedy został „naszym” premierem, w odróżnieniu od „ich” prezydenta, czyli Jaruzelskiego – było doskonałą ilustracją tego o czym mówię. Jeśli nawet ktoś wcześniej polityką się nie interesowałam, nie czytywał pism, w których on publikował i bardzo chciał dopatrzeć się czegoś pozytywnego w jego wystąpieniu, to nie mógł. Wiało od niego fałszem na kilometr.

Dwa światy - dwie Konwencje Wyborcze

Polska jakościowego rozwoju vs. Polska bez przyszłości


Wnikliwie obserwowałem obie konwencje wyborcze: PO i PiS. I miałem nieodparte wrażenie, że oglądałem dwie Polski: właśnie tą pustą i bez przyszłości (PO) i jakościowego rozwoju z obiecującymi perspektywami (PiS).

Jako jednak, że dalej uważam, że PO żadnego programu dla Polski nie ma to - zgodnie z zapowiedzią - dopóki nie doczekam się czegoś zamiast pustki nie mam zamiaru odnosić się do tej pustki.

Prof. Krystyna Pawłowicz: Uważam pana Bodnara za wyjątkowego szkodnika

Pan Bodnar w czasie swej pięcioletniej kadencji wywraca pojęcia dobra i zła, atakuje naturalne postawy i zachowania, lansuje jako wzory bohaterów lewackich ideologii – mówi poseł PiS, prof. Krystyna Pawłowicz w rozmowie z Łukaszem Żygadło.


Łukasz Żygadło / „Warszawska Gazeta”:
— Pani Profesor, podobno poznała Pani Adama Bodnara, zanim jeszcze został Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Co może Pani o nim powiedzieć?


Profesor Krystyna Pawłowicz, poseł Sejmu VIII kadencji (PiS):
— Znam pana Bodnara z czasów, gdy jeszcze pracowałem na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Prawa.

Kamień groźniejszy niż nóż i siekiera? Salon głupcami stoi

Salon głupcami stoi


Głupota salonowa charakteryzuje się tym, że osobnicy nią dotknięci przekonani są o posiadaniu wiedzy, której tak naprawdę nie posiadają nawet w najmniejszym stopniu. Oczywiście żaden głupiec nie chce za głupca uchodzić, więc ci salonowi głupcy nie poświęcają czasu na to by zmądrzeć, ale główny nacisk kładą na opanowanie trudnej, często naukowej lub specjalistycznej terminologii tylko po to, aby tak zwani zwykli zjadacze chleba uważali ich za osoby niezwykle mądre i inteligentne.

Salonowy głupiec unika zawsze używania prostego zrozumiałego dla wszystkich języka wplatając w wypowiadanie zdania nieznane powszechnie i wyuczone na pamięć terminy lub opisując najróżniejsze zjawiska tak jakby dogłębnie rozumieli ich przyczyny i skutki. W mediach, na co dzień obcujemy z tymi głupcami i tylko z pozoru może wydawać się to śmieszne i zabawne.

Uciec z krainy obciachu

TAKI MAMY KLIMAT || Platforma Obywatelska przez lata była partią „fajną”. Taką, do której można się było przyznać „w towarzystwie” i nie było wstydu. Jednak to już przeszłość. Od ładnych paru lat PO jest partią wpadek. Kojarzy się nie z Tuskiem „królem Europy”, tylko z Bronkiem od bigosu, Polacy nie widzą w niej forpoczty wartości europejskich tylko autorów warszawskiej „strefy relaksu”.

O wyborach estetycznych, politycznych i emocjonalnych, policji, obłąkanych wykładniach politycznych, Podlasiu i powstańcach warszawskich w służbie propagandy LGBT

Podlasie jak Wandea


Minister Sikorski, z wdziękiem prestidigitatora, otworzył wczoraj worek z bon motami, które opisują sytuację w Białymstoku i na Podlasiu. Ja więc, idąc za jego myślą, proponuję taki oto – Podlasie jak Wandea. Tym bardziej jestem do niego przywiązany, że dziś od rana na WP wisi tekst z tytułem – „Białystok, tam rządzi biała siła”. To nie jest prawda, o czym wszyscy wiedzą. Bywam w Białymstoku, to jest spokojne, ciepłe i dobre miasto. Nie rządzi tam biała siła. Być może rządzi tam jakaś inna siła, ale z pewnością nie biała. Chyba, że autor miał na myśli nadreprezentację radnych wyznania prawosławnego w miejscowym urzędzie. Moim zdaniem jest tylko jeden sposób na to, by zwalczać obłęd – trzeba go skonfrontować z faktami. Mamy oto pisarza Dehnela, osobistość o bardzo tanich aspiracjach, realizującą się w wypowiedziach prowokatorskich, pisanych na zlecenie.

Bezherbowa szlachta ruszyła w teren

No i tak jak zapowiadali ruszyli w teren i to z kopyta. W Węgrowie duet w składzie Nowacka, Arłukowicz pokazał jednak, że nie tak łatwo jest totalnej opozycji wejść w pisowskie buty, które są dla nich o kilka numerów za duże. A przecież wiadomo, że w za dużych butach można jedynie powoli i komicznie człapać, ponieważ każda próba przyspieszenia kończy się spektakularna wywrotką. Oni, owszem, pokazali się na prowincji, ale jak to mają w zwyczaju uważali, że jak przystało na samozwańczą bezherbową szlachtę wystarczy być i ukazać swój majestat, czyli pogwiazdorzyć i na ulicach Węgrowa porechotać sobie głośno z wyborców PiS. Owszem czasami wystarczy być, ale wcześniej należy spełnić pewne kryteria, które tak w jednej z piosenek przedstawił Ryszard Rynkowski:
„Jak żyć, nie powiem Ci,
Nie trzeba pachnieć, zwodzić, kraść,
wystarczy być”
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2