OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

A jednak poznanie historii akademickiej jest możliwe

Poznanie historii akademickiej jest możliwe


Od lat piszę, także na łamach „Kuriera WNET”, o trudnościach w poznaniu najnowszej historii polskich uczelni, instytutów naukowych. Nawet uczelniani historycy dziejów najnowszych mają z tym poznaniem trudności, których nie są w stanie/nie mają woli pokonać. Można odnieść wrażenie, że sfera akademicka weszła w okres post-historii, a zarazem post-prawdy.

A jednak ostatnio ukazała się książka autorstwa Justyny Błażejowskiej – Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989 [Oficyna Wydawnicza Volumen, IPN, 2018], która obala ten mit niepoznawalności historii najnowszej polskich instytucji naukowych. Prof. Włodzimierz Bolecki na okładce książki napisał „To mikrohistoria jednego niewielkiego instytutu, w którą wpisana jest makrohistoria inteligenckiej opozycji w PRL”.

Mit niepoznawalności historii


O tym, ze historia najnowsza uczelni, instytucji naukowych, jest słabo poznana/albo całkiem nieznana, można się przekonać łatwo przeszukując internet. Na ogół historie instytucji akademickich kończą się na roku 1968, a potem następuje przeskok do III RP, do dnia dzisiejszego. Pomijane są na ogół lata 70, kiedy następowało strukturalne i personalne zastępowanie ostatnich pozostałości ‚wstecznego’ systemu II RP strukturami i osobami ‚postępowymi’. Bez tego procesu nie da się zrozumieć zapaści akademickiej lat późniejszych, także w III RP.

Na podstawie wielu akademickich historii można wątpić, czy dotkliwa społecznie, i to dnia dzisiejszego, ‚epoka jaruzelska’, stan wojenny lat 80-tych, w ogóle dotknęły sfery akademickie, stąd jak najbardziej zasadne są pytania: np. Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny? [Józef Wieczorek: Kurier Wnet, grudzień 2018].

Na przełomie wieków ukazała się „Czarna księga komunizmu”, u nas na uczelniach niemal przemilczana, chociaż jej współautorzy Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne] odwiedzili m. in. Uniwersytet Jagielloński [16 maja 1999 r. – spotkanie w Collegium Novum UJ]; spotkanie odbyło się bez udziału jagiellońskich historyków.

Postanowiłem wtedy zainteresować tym tematem -na odcinku akademickim IPN i wystąpiłem do Prezesa IPN Leona Kieresa w sprawie opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji” [2005-04-29] . Wystąpienie okazało się niestety bezskuteczne. Nie był to jeszcze dobry czas na takie badania, co zresztą wynikało również z opinii decydentów PAU. [Polska Akademia Umiejętności a Czarna Księga Komunizmu, rok 2004 – archiwum mojej Witryny Obywatelskiej]

W „Czarnej księdze komunizmu (uniwersyteckiego)” [OBYWATEL nr.2 (22)2005] pisałem:
Gdy 16 maja 1999 r. do Krakowa przyjechali twórcy „Czarnej księgi komunizmu” – Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne – i w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkali się ze społeczeństwem Krakowa, nie było tam ani władz UJ, ani wybitnych krakowskich historyków. W tym czasie w Europie nad „Księgą” toczyły się ożywione dyskusje – a w Krakowie cisza! Ciekawe dlaczego?
Czyżby to był problem mało nośny naukowo? Przecież nośnikiem komunizmu były w niemałym stopniu środowiska intelektualne, w tym znakomici uczeni. Niestety nie wszyscy historycy tak sądzą. Jeden obsypywany laurami historyk krakowski twierdzi wręcz, że na prace nad „czarną księgą komunizmu w nauce i edukacji” nie warto przeznaczać publicznych pieniędzy. Chyba niektórym historykom nie chodzi o ujawnienie prawdy, tylko o jej zaciemnienie…

Metodologia (nie)poznania


Z niektórych opracowań akademickiej historii najnowszej przebija heroiczny wręcz opór/strach przed poznaniem tego co ma być zbadane. Ci co walczą (podobno) o wolność badań, o wolność słowa, są chyba zbyt zniewoleni, aby mieć wolę wolnego badania, wolnego artykułowania słowa . Czasem badają akta SB, ale jakoś nie kwapią się do badań akt PZPR, nie mówiąc o aktach uczelnianych czy zainteresowaniu się historią mówioną – świadków historii. Chyba jednak wiedzą co robią. Unikanie takich tematów pozwala im na robienie karier akademickich – bez szkody dla siebie.

Po ukazaniu się opracowania Piotr Franaszek „Jagiellończyk”. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 80. XX wieku. zadałem dziesiątki pytań z tym materiałem związanych [mój Blog akademickiego nonkonformisty], ale niestety odpowiedzi się nie doczekałem. Przytoczę kilka z nich :

Dlaczego w badaniach nie uwzględniono świadków historii, szczególnie tych, którzy nie są beneficjentami, lecz ofiarami systemu ? Dlaczego materiały SB (IPN) nie są konfrontowane ze świadkami historii?

Czy inna filozofia badań – pod kątem symbiozy PZPR-SB- nomenklaturowe władze uczelni – nie byłaby bardziej skuteczna dla poznania uniwersytetu w państwie policyjnym?

Dlaczego w książce nie na wykazu osób mających status pokrzywdzonych (IPN) i ich opinii o przedmiocie/wynikach badań?

Dlaczego pomijana jest działalność komisji UJ przeprowadzającej pod koniec PRL polityczną weryfikację kadr pod batutą PZPR i SB?

Dlaczego nie ma wykazu osób usuniętych z UJ z przyczyn pozamerytorycznych w badanym okresie PRL?

Dlaczego nie ma sprawdzenia losów osób, które w aktach SB oceniani są jako wrogo nastawieni politycznie, a w czasie weryfikacji prowadzonych przez anonimowe komisje pod batutą PZPR i SB usuwani z uczelni?

Dlaczego nie zbadano stanu kadr naukowych z lat 80, ich zmian, przyczyn odejścia, nominacji, degradacji etc.?

Dlaczego siła PZPR mierzona jest upartyjnieniem kadry akademickiej ( ilością członków PZPR) a nie ich rzeczywistą siłą, która przetrwała nie tylko weryfikacje końca PRL, ale i jeszcze się wzmocniła w III RP?

Dlaczego nie ma wykazu aparatu partyjnego uczelni pozostającego w symbiozie z SB i władzami UJ?

Pamięć o ofiarach polityki komunistycznej na uczelniach do tej pory jest niepożądana. Uniwersytety polskie (i nie tylko uniwersytety) są prawnymi następcami peerelowskich uczelni i spadkobiercami ich historii i ponoszą odpowiedzialność co najmniej moralną za decyzje poprzedników. Do tej pory jednak nie zadośćuczyniły ofiarom totalitarnej ideologii komunistycznej PRLu tj. osobom, które w latach 1944 – 1989 zostały wydalone z uczelni, jako stanowiące zagrożenie dla uczelni, dla systemu komunistycznego, dla formowania nowego socjalistycznego człowieka, negatywnie, zdaniem komunistycznych kolaborantów, wpływając na młodzież akademicką, wykazując niewłaściwą dla systemu komunistycznego etykę, niezłomną nonkonformistyczną postawę, ucząc myślenia, i to krytycznego, nie hańbiąc się przynależnością do organizacji komunistycznych, a wiążąc się z organizacjami stanowiącymi zagrożenie dla systemu komunistycznego.

Do tej pory nie oszacowano, ilu nauczycieli akademickich opuściło [zostało wypędzonych] uczelnie w czasach PRL-u z przyczyn pozamerytorycznych, do jakiego stopnia zniszczono warsztaty ich pracy. Nie określono jakie straty poniosły poszczególne uczelnie, poszczególne dyscypliny naukowe.

Co prawda co jakiś czas są ujawniane nazwiska niektórych tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nazwiska jawnych współpracowników pozostają utajnione – nieznane (z małymi wyjątkami spowodowanymi działaniami na ogół nie-historyków [np. w moim Lustrze nauki – np. Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR Uniwersytetu Jagiellońskiego, Członkowie władz i aktywiści KZ PZPR Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 1973 -1989]

Takie są chyba standardy wielu polskich uczelni / instytutów badawczych: aby nie dopuszczać do zaistnienia niewygodnych wydarzeń historycznych.

Justyna Błażejowska autorka najnowszej historii Instytutu Badań Literackich PAN przytacza wypowiedź profesora instytutu Włodzimierza Boleckiego, który
„kilka lat temu [2012 r] powiedział, że nie rozumie, dlaczego przez 30 lat nie podjęto w Instytucie takiej podstawowej pracy, jaką powinna być praca pokazująca zaangażowanie środowiska w ruch Solidarności, w opozycję i rolę tej „Solidarności w stanie wojennym”
oraz dalej
„Jak były oficjalne obchody jubileuszu Instytutu czy wypowiedzi na ten temat, to zawsze był wyeliminowany epizod „Solidarności”. Zawsze […] Myśmy wzruszali ramionami na te wszystkie uroczystości, bo one były, jeżeli chodzi o historię Instytutu, tak tendencyjne, tak- można użyć tego słowa – zmanipulowane, albo tak selektywne, że po prostu przestały istnieć….. czyli – krótko mówiąc- jak gdyby jakiś wielki obszar naszej działalności został przez kogoś celowo przykryty, stłumiony, niedopuszczony do zaistnienia”

Historia jednak poznawalna


Justyna Błażejowska, której książka jest zarazem doktoratem na temat opozycji antyreżimowej w Instytucie Badań Literackich, zastosowała odmienną od standardowej metodologię badań, wykazując, że najnowsza historia tego instytutu jest poznawalna i zarazem pokazując kolejnym badaczom drogę poznawania akademickich historii .

Prof. Włodzimierz Bolecki w recenzji tej pracy doktorskiej tak napisał:
„Doktorantka wykonała więc gigantyczną kwerendę archiwalną poszukując informacji o IBL i jego pracownikach w Archiwum Akt Nowych (przeszukując m. in. materiały Wydziału Nauki i Oświaty KC PZPR, Wydziału Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego KC PZPR). Dokonała też bardzo głębokiej kwerendy w Instytucie Badań Literackich PAN, sięgając po protokoły z posiedzeń Rady Naukowej oraz różnych zebrań kierownictwa i pracowników Instytutu, dotarła do prywatnych archiwów pracowników IBL (np. prof. Witkowskiej), do zgromadzonych w Dziale Kadr ich teczek osobowych, do materiałów Komisji Zakładowej Solidarności (ocalonych w stanie wojennym przez Ś.p. dr Annę Bujnowską), do kolekcji osobistych działaczy „Solidarności” znajdujących się w Archiwum Karty. Doktorantka badała też archiwum ZLP, sięgnęła po niepublikowane wywiady z pracownikami IBL, a także po filmy i inne wypowiedzi ustne oraz liczne dokumenty drukowane – to znaczy artykuły, raporty, omówienia, książki naukowe i literackie, publikacje krajowe, emigracyjne, oficjalne, drugoobiegowe, etc. Osobną kategorię źródeł wykorzystanych przez Doktorantkę stanowią materiały IPN dotyczące IBL, do których mgr Błażejowska dotarła dzięki wieloletniej i głębokiej kwerendzie. Materiałów, do których dotarła Doktorantka jest znacznie więcej, ale już te, które wymieniłem, dają obraz ogromu pracy wykonanej przez Autorkę recenzowanej rozprawy i nowości jej przedsięwzięcia badawczego.”
Instytut Badań Literackich PAN to była ważna placówka akademicka w okresie Polski Ludowej, która powstała w 1948 r. aby przyspieszyć tworzenie jedynie słusznej nauki o literaturze, opartej na zasadach marksizmu-leninizmu, dla kształtowania „inżynierów dusz”, bez których trudno by było zbudować postępowy i przodujący system. Rzecz jasna ta nauka miała opierać się na wzorcowej nauce radzieckiej, która jak to często bywa z naukami przymiotnikowymi, z nauką sensu stricto niewiele miała wspólnego, a nader często stanowiła jej zaprzeczenie.

O historii IBL na stronie instytutu niewiele można się dowiedzieć, szczególnie o okresie Polski Ludowej – czyli standard.
Podano jednak, że
„Zgodnie z aktem założycielskim, był samodzielną placówką naukową, podległą zrazu Ministrowi Oświaty, a wkrótce – Ministrowi Szkół Wyższych i Nauki. Po trzech latach Instytut został włączony w strukturę Polskiej Akademii Nauk (na mocy uchwały Rady Ministrów z 9 lipca 1952 r.), stając się pierwszą placówką Wydziału I Nauk Społecznych PAN. Inicjatorem utworzenia Instytutu był Stefan Żółkiewski”
W Instytucie Badań Literackich zatrudniono ludzi przejętych bardzo postępem i wdrażaniem go w życie Polski Ludowej. Współzałożycielem IBL był Jan Kott, blisko związany z władzą komunistyczną, współzałożyciel i redaktor lewicowego tygodnika Kuźnica, ale po przejściu do opozycji po 1968 r. przez władze PRL pozbawiony tytułu profesora.

Niestety w książce brak jest wykazu kadry badawczej IBL w ujęciu historycznym . Jest natomiast spis materiałów osobowych kadr IBL, w których figuruje wiele znanych w domenie publicznej nazwisk m. in. Michał Głowiński, Maria Janion, Jadwiga Kaczyńska, Jarosław Kaczyński, Jan Józef Lipski, Zdzisław Łapiński, Jerzy Łojek Henryk Markiewicz, Zdzisław Najder, Witold Nawrocki, Barbara Otwinowska, Andrzej Paczkowski, Jan Prokop, Jarosław Marek Rymkiewicz, Piotr Stasiński, Stefan Treugutt, Jacek Trznadel, Jan Walc, Wiesław Władyka, Kazimierz Wyka, Roman Zimand, Maria Żmigrodzka i in. Z obecnie pracujących w IBL PAN znany jest Włodzimierz Bolecki, recenzent pracy.

Byli to pracownicy o nader złożonych biografiach i poglądach, i nie wszyscy nadawali się do bycia „inżynierami dusz” w służbie socjalistycznego postępu, a wielu należało – jakkolwiek nie od początku- do opozycji antyreżimowej, co jest przedmiotem książki Justyny Błażejowskiej, słusznie tak pozytywnie ocenianej przez obecnego pracownika IBL profesora Włodzimierza Boleckiego, I przewodniczącego Komisji „S” w IBL

Warto zauważyć, że o prof. Włodzimierzu Boleckim, a nawet o istnieniu „S” IBL, czy strajku okupacyjnym w Pałacu Staszica 15 grudnia 1981 r. nie ma nawet wzmianki w Encyklopedii Solidarności, a także w źródłowym opracowaniu „Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL” – IPN.

To zastanawiające, ale nie jest wyjątkiem w pisanych dziejach „Solidarności” akademickiej.

Autorka dokumentuje procesy zachodzące w IBL na przestrzeni dziesięcioleci, które odkreśla słowami „od uległości do niezależności”, wskutek czego IBL zamiast służyć rozwojowi marksizmu, stał się miejscem pracy osób ze środowisk antysocjalistycznych, stanowiących opozycję antyreżimową sprawiającą kłopoty zarówno przewodniej sile narodu, jak i SB.

Autorka podkreśla, że „do samego końca PRL o obsadzie stanowisk kierowniczych w placówkach badawczych decydował Wydział Nauki i Oświaty / Wydział Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego Komitetu Centralnego PZPR”. Mimo zmieniających się okoliczności komuniści nie rezygnowali z wypracowanych 1 sprawdzonych metod nadzoru.” To samo miało miejsce w innych placówkach akademickich, ale nadworni historycy wbrew faktom nieraz temu przeczą.

Autorka podkreśla, że „pozbawienie etatu lub odebranie możliwości jego otrzymania było jedną z najczęstszych represji stosowanych wobec osób prowadzących działalność „antypaństwową””.

Pisze o weryfikacji kadr z roku 1985 , która odbywała sie według kryteriów pozanaukowych, w celu usunięcia wytypowanych, niewygodnych pracowników. Ta weryfikacja wpisywała się w przygotowaną, także od strony prawnej, polityczną weryfikację kadr akademickich końca PRL-u, przeprowadzoną w instytutach badawczych i uczelniach, o czym władze akademickie III RP, a także nadworni historycy, nie chcą nawet wiedzieć (Józef Wieczorek – Zapomniana wielka czystka akademicka, Kurier WNET, styczeń 2019).

Książkę należy polecać historykom dziejów najnowszych, szczególnie uniwersytetów, które przeszły przez okres Polski Ludowej, a nade wszystko Uniwersytetowi Jagiellońskiemu – wzorcowej uczelni, której historycy do tej pory nie mogą sobie poradzić z poznaniem historii w czasach komunizmu, w tym podczas stanu wojennego.

Mamy jednak dowód, że akademicka historia tego okresu jest poznawalna, więc akredytowane instytuty historii winny się zabrać do rzetelnej pracy albo stracić akredytacje.

Tekst opublikowany w: Kurier WNET, kwiecień 2019 r.


© Józef Wieczorek
18 kwietnia 2019
źródło publikacji:
www.BlogJW.wordpress.com





Ilustracja © IPN / za: www.blogjw.wordpress.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2